Miłość fundamentem życia franciszkańskiego

 

Miłość – jak dobrze wiemy – jest fundamentem życia nie tylko franciszkańskiego, ale i w ogóle chrześcijańskiego (jeśli nie nawet ogólnoludzkiego). Stworzeni na obraz i podobieństwo Miłości, rzec by można nieco żartobliwie: miłość mamy w genach. Jezus w relacji Synoptyków, odpowiadając na pytanie o największe przykazanie, wskazuje, że jest nim to: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Mt 22,37-40; por. Mk 12,29-31; Łk 10,27). W relacji Jana Jezus sam zostawił nam w dziedzictwie przykazanie miłości każdego w każdym czasie: Oto daję wam przykazanie nowe: abyście się wzajemnie miłowali. Jak ja was umiłowałem, tak i wy miłuje jedni drugich (J 13,34). Miłość jest w istocie syntezą wszystkich wymogów prawa Bożego i jednocześnie jego doskonałym wypełnieniem, jak o tym przypomina św. Paweł: Wypełnieniem prawa jest miłość (Rz 13,10). W innym miejscu Apostoł Narodów wyznaje z natchnioną prostotą: Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie (1Kor 13,8) i konkluduje swoje rozważania o miłości wyraźnym stwierdzeniem, iż to ona jest największa (Tamże, 13,13). Jeszcze dalej czytamy słowa Umiłowanego Ucznia: Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (…) W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (…) Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. (…) My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego (1J 4,7-8.10-11.16.19-21). Niewątpliwie dla ucznia Chrystusa nie ma nic ważniejszego jak właśnie Miłość i jej naśladowanie. Z Miłości stworzeni, w Miłości odkupieni, przez Miłość zbawieni, do Miłości wezwani.

Mamy jednak prawo, a poniekąd i obowiązek, rozpoznając swoje wyjątkowe, serafickie powołanie w Kościele, zapytać o specyfikę naszego naśladowania i wypełniania Miłości. Co jest więc szczególnego w tym franciszkańskim odkrywaniu Miłości jako fundamentu życia? W jaki sposób mamy odkrywać i wstępować w ślady Miłości w naszym życiu? Jak ją rozumieć i jak konsekwentnie – według jej rozumienia – postępować w naszej franciszkańsko-chrześcijańskiej codzienności? Pytamy o to, wpisując się w cały poczet podobnych nam poszukiwaczy, przede wszystkim ze św. Franciszkiem – Prorokiem i Apostołem Miłości zbyt mało miłowanej – na czele, ale również tych wszystkich, którzy to duchowe dziedzictwo podejmowali i ubogacali poprzez wieki aż po dzień dzisiejszy. Nie jesteśmy sami jako poszukiwacze i odkrywcy fundamentalnej roli Miłości w naszym franciszkańskim życiu. Obok nas nasze siostry i nasi bracia z wszystkich trzech Zakonów, a za nami cała rzesza orędowników, którzy już wiedzą ze stuprocentową pewnością to, w co my – póki co – jeszcze wierzymy: Bóg jest Miłością.

Dla świętego naszego Patriarchy Miłość jest przede wszystkim święta. Jest to dla Franciszka prawda tak oczywista, że nie wymaga nawet jakichś długich rozpraw teologicznych, czy rozważań. Wyznawana jest ot tak, po prostu, jakby przy okazji, jakby tylko mimochodem: Pani święta Miłości, Pan niech cię strzeże z twą siostrą, świętym Posłuszeństwem. (…) Święta Miłość zawstydza wszystkie pokusy diabelskie i cielesne, i wszelką bojaźń cielesną – modli się Franciszek w Pochwale cnót (Pcn 3.13).

Miłość w swojej świętości jest najczystszym zwierciadłem Boga w Trójcy Jedynego: Ojca, który posłał Syna swego jednorodzonego, aby nas wznieść ku życiu Bożemu; Syna, który ofiarował się całkowicie dla nas przez ofiarę krzyżową; Ducha Świętego, który wniósł ten dar miłości w głębiny naszych serc. Świętość jednoznacznie oddaje boskie pochodzenie tej największej z cnót. Człowiek na wiele sposobów uzurpuje sobie co najmniej równość Bogu. Na wiele sposobów również próbuje okraść Boga z Jego przymiotów. Kradnie np. sprawiedliwość. Mówi o sprawiedliwości, domaga się jej, egzekwuje ją, chełpi się nią a niejednokrotnie jest to co najwyżej zwykły odwet lub odwrotnie pobłażliwość; chełpi się człowiek swoim – „ukradzionym” Bogu – miłosierdziem, a jest to najczęściej jedynie zwykłą litością. Na swoich sztandarach umieszcza – a jakże – słowo miłość. Szafuje nim na prawo i lewo, wyśpiewuje peany ku jej czci a w gruncie rzeczy ma najczęściej na myśli jedynie pożądliwość (Podobnie i wiara staje się przekonaniem, własnym zdaniem, zabobonem, a nadzieja jedynie planami, marzeniami, mrzonkami). Często zaś owa sprawiedliwość, miłosierdzie, czy miłość są tylko pozornymi działaniami mającymi zachować istniejący status quo, zachować jakiś tam wizerunek, czy pomóc dobrze wpisać się w aktualne trendy politycznej czy społecznej poprawności. I tak próbuje człowiek ukraść Bogu jego przymioty, realizując, może i czasem nieświadomie, to, do czego zachęcał go Zły w Edenie: Będziecie jako Bogowie (Por. Rdz 3,5). Jedynie świętości nie można zawłaszczyć. Ona jedyna w pełni i nieskazitelnie pozostaje Bożą. Choćby i może były na nią zakusy, to jednak nie da rady. Świętość jest przymiotem prawdziwie Bożym.

O tym, w jaki sposób owa boska Święta Miłość przeniknęła na wskroś duszę Franciszka, świadczy on sam w pięknej i poruszającej modlitwie z ostatniego rozdziału Reguły niezatwierdzonej: Z całego serca, z całej duszy, z całego umysłu, z całej siły, i mocy, z całego umysłu, ze wszystkich sił, całym wysiłkiem, całym uczuciem, całym wnętrzem, wszystkimi pragnieniami i całą wolą kochajmy wszyscy Pana Boga, który dał i daje nam wszystkim całe ciało, całą duszę i całe życie, który nas stworzył, odkupił i zbawił nas tylko ze swego miłosierdzia, który nam nieszczęsnym i nędznym, zepsutym i cuchnącym, niewdzięcznym i złym wyświadczył i wyświadcza wszelkie dobro (1Reg 23,8).

A w Wykładzie Modlitwy Ojcze nasz Biedaczyna, komentując werset bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi, wyraża swoje, jakże głębokie rozumienie podwójnego przykazania Jezusa, tj. miłowania Boga i bliźniego sprowadzone do poziomu życia codziennego: abyśmy Cię kochali z całego serca, zawsze o Tobie myśląc; z całej duszy, zawsze za Tobą tęskniąc; całym umysłem, ku Tobie kierując wszystkie nasze intencje, szukając we wszystkim Twojej chwały i ze wszystkich naszych sił, obracając wszystkie nasze siły i władze duszy i ciała na służbę Twej miłości, a nie na co innego; i bliźnich naszych kochajmy jak samych siebie, wszystkich pociągając według sił do Twojej miłości, ciesząc się z dobra innych jak z własnego i współczując w nieszczęściu, i nikomu nie dając żadnego zgorszenia (On 5).

Dla Franciszka Miłość jest święta, bo sama jest Bogiem (Por. 1Reg 22,26. Por. też: tamże 17,5), a udzielona jako bezinteresowny dar człowiekowi do Boga go odnosi i posiada moc na nowo do Boga go przyprowadzić.

W odniesieniu do miłości bliźniego Franciszek pragnie, aby i jego bracia miłowali się wzajemnie, biorąc jako swój model miłość macierzyńską. W swojej Regule napisał: jeśli bowiem matka karmi i kocha syna swego cielesnego, o ileż troskliwiej powinien każdy kochać i karmić swego brata duchowego (2Reg 6,8). Model miłości „naturalnej”, jak to widzimy, jest jednak do przezwyciężenia, ponieważ więzi duchowe, które jednoczą ze sobą braci, są o niebo mocniejsze od tych łączących jakąś matkę ze swoim dzieckiem cielesnych.

Dla lepszego rozumienia fundamentalnej roli Miłości w naszym codziennym życiu zatrzymajmy się przez chwilę nad tym, co z taką prostotą, w prorockim i apostolskim natchnieniu o świętej Miłości mówi dalej Franciszek w swym Pozdrowieniu cnót: ma ona moc przezwyciężyć i zawstydzić wszystkie pokusy diabelskie i cielesne, i wszelką bojaźń cielesną (Pcn 13). I znowu zapytajmy: o jakich to pokusach diabelskich i cielesnych mówi tu Święty? O jaką bojaźń tu chodzi? Spróbujmy odpowiedź na to znaleźć w jego pismach oraz w jego osobistym doświadczeniu, jak je opisali jego biografowie.

Na wstępie, roboczo upraszczając, możemy przyjąć, że owe pokusy diabelskie i cielesne, jak również owa bojaźń cielesna, to wszystko to, co za przyczyną Złego przeszkadza człowiekowi żyć cnotą świętej Miłości.

Dla przykładu: jak mamy postępować – po franciszkańsku – wobec bliźniego, który popełnił jakiś grzech? Jeden z rozdziałów Reguły jest właśnie temu poświęcony. Pierwszorzędną zasadą jest tu, strzec się, aby się nie gniewać i nie denerwować z powodu czyjegoś grzechu, bo gniew i zdenerwowanie są i dla nich, i dla innych przeszkodą w miłości (2Reg 7,3). I jakkolwiek Franciszek porusza się tu w przestrzeni życia zakonnego, wspólnoty zakonnej, to jednak z zachowaniem wszelkich proporcji, jak najbardziej możemy i winniśmy te uwagi odnieść także do życia franciszkanów świeckich.

Wobec czyjegoś grzechu, nawet wobec możliwego grzechu ciężkiego, możemy odczuwać silną pokusę, aby odwzajemnić go z gniewem, gwałtownością a nawet przemocą wobec tego, który zawinił. Tym bardziej im bardziej jego grzech dotyka nas samych. Jednak Franciszek wyraźnie daje nam do zrozumienia, że takie gniewne poruszenie bierze się z ducha cielesnego, z podszeptu Złego, który popycha nas do reakcji w sposób dokładnie przeciwny wymaganiom Miłości. W istocie, dalej w tym samym tekście, Święty przypomina, że ci, którzy mają obowiązek – prawny ale i z pewnością także obowiązek moralny – upominania i poprawiania innych z ich występków, niech czynią to pełni pokory i miłości z łagodnością i wyrozumiałością (por. 2Reg 10,1). Ten sam wątek znajdujemy także w jednym z Napomnień: I jakikolwiek grzech jakaś osoba popełniłaby i z tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z miłości, gromadzi sobie winę. Ten sługa wiedzie życie prawe, wolne od przywiązań, który się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo (Np 11,2-3). Franciszek kolejny raz zaprasza swoich słuchaczy, aby nie dali sobą kierować duchowi cielesnemu i nie reagowali z gwałtownością i gniewem, ponieważ jest on nie tylko przeciwny miłości, lecz ukazuje również brak ubóstwa ducha, gdyż wzburzenie wskazuje, że jest się w pewnym stopniu posiadaczem tej sytuacji grzechu. Przez gniew stajemy się niejako posiadaczami, właścicielami owego grzechu brata czy siostry.

Jednocześnie słowa te nie stanowią dla nas w żaden sposób zachęty do obojętności wobec grzeszników i ich poczynań, lecz są wyrazem woli Franciszka, aby wprowadzać wyraźne rozróżnienie pomiędzy postawą wobec grzechu (potępienie) a postawą wobec grzesznika (miłosierdzie). Jak to wyraźnie ujmuje w słowach rozpoczynających to właśnie Napomnienie: Słudze Bożemu tylko jedno nie powinno się podobać: grzech (Tamże: 11,1).

Miłosierdzie, o którym tu wspomnieliśmy, winno nas skłaniać ku temu, aby nie rozprzestrzeniać informacji o występkach grzesznika, przy okazji być może zniesławiając go, lecz zaprasza do tego, by zachować go w swoim sercu, ćwicząc się i postępując w Miłości. W Liście do pewnego Ministra Franciszek mówi o tym w ten sposób: jeśli któryś z braci za podszeptem nieprzyjaciela zgrzeszy śmiertelnie, obowiązany jest na mocy posłuszeństwa zwrócić się do swego gwardiana. Wszyscy bracia, którzy wiedzą o jego grzechu, niech go nie zawstydzają i nie zniesławiają, lecz niech okazują mu wielkie miłosierdzie i zachowują grzech brata swego w całkowitej tajemnicy; bo nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza (LM 14-15). I znowu, jakkolwiek by się nam wydawało, iż Franciszek porusza się tu jedynie w ramach klauzury klasztornej, to jednak jakżeż inaczej wyglądałoby nasze osobiste życie duchowe ale i to społeczne, gdybyśmy uwagi Świętego przyjęli do swego serca i do swej codziennej praktyki. Każdy z nas w życiu rodzinnym, zawodowym, towarzyskim może spotkać się z taką sytuacją, która winna rodzić zdecydowany sprzeciw wobec grzechu ale i niekłamane miłosierdzie wobec grzesznika. Miłosierdzie, które rodzi się i jest konsekwencją szczerego przyjęcia za fundament swego postępowania świętej Miłości.

Zdajemy sobie dobrze sprawę z tego, ile niejednokrotnie kosztuje nas spotkanie z grzesznikiem, zwłaszcza kiedy jego grzech przynajmniej z pozoru wydaje się nam być publiczny, jawny. O ileż trudniejsze jest dla nas, gdy grzech ten dotyczy nas bezpośrednio. Czasami odczuwając boleśnie, iż zostaliśmy dotknięci, poruszeni do żywego, duch ciała z podszeptu Złego popycha nas do natychmiastowej reakcji, podobnej w swoim charakterze do tego, co sami doświadczyliśmy lub do pozostawienia sobie tego odwetu na później. Zły z łatwością odnajduje w naszych sercach te przestrzenie i miejsca, w których może się poruszać ze swobodą. Jego wolą jest czynić widzialnym i żywo odczuwalnym ów grzech, możliwi znacznie przerysowując go w naszych oczach, albo – z innej strony – przeakcentować dobro, jakie wcześniej wyświadczyliśmy grzesznikowi, a którym on w tak oczywisty sposób wzgardził, lub też podsuwać naszym myślom i woli taki sposób oceny grzesznika, który stawia go w zdecydowanie gorszym świetle aniżeli jest w rzeczywistości. Ale i w tym przypadku franciszkańska droga świętej Miłości jest taka sama jak poprzednio.

W kolejnym ze swych Napomnień święty Patriarcha, przypominając Jezusowe przykazanie miłości nieprzyjaciół, wskazuje prawdziwie ewangeliczną drogę postępowania wobec nich: Pan mówi: Miłujcie nieprzyjaciół waszych, czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą i módlcie się za prześladujących i spotwarzających was. Ten bowiem rzeczywiście kocha swego nieprzyjaciela, kto nie boleje nad doznawaną krzywdą, lecz dla miłości Bożej smuci się grzechem jego duszy. I czynem okazuje mu miłość (Np 9. Por. też: Mt 5,44). Oto właśnie jak owa święta Miłość, którą chcemy praktykować nie pozwala nam zatrzymywać się nad doznawanymi krzywdami, również tymi niesprawiedliwymi, nie pozwala nam na ich bezowocne roztrząsanie, lecz prowadzi nas do troski o świętość nie tylko własną lecz i krzywdziciela. który popełniając grzech, zbrukał swoją duszę. Franciszek zaprasza nas i prowadzi do wypełnienia swego serca, umysłu i woli troską o zbawienie bliźniego poprzez nieustającą miłość, miłość, która nie tylko modli się za grzesznika o jego nawrócenie, lecz również czynem okazując mu miłość.

Słowa Franciszka mają swoją kontynuację również w jego życiu. Spośród wielu przykładów przywołajmy tutaj ten z początków jego nawrócenia, o którym sam Biedaczyna w Testamencie zaświadcza w sposób nawet bardziej niż lapidarny: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie (T 1-2). Według Legendy trzech towarzyszy Franciszek nie tylko nie mógł na nich patrzeć, ale nawet nie chciał się zbliżyć do ich mieszkań. Jeśli czasem wypadało mu mijać ich domy, lub tylko je spostrzec, chociaż litość pobudzała go do udzielania im jałmużny za pośrednictwem kogoś innego, zawsze jednak odwracał twarz, zatykając sobie nos rękoma (L3T 11,9-10). Jednak pewnego dnia, umocniony świętą Miłością, podczas konnej przejażdżki w pobliżu Asyżu spotkał jakiegoś trędowatego. Pomimo że trędowaci budzili w nim wstręt, to jednak zadając sobie gwałt, zsiadł z konia i dał trędowatemu wsparcie, całując go w rękę (Tamże, 11,3-4). Pokonał w sobie ducha cielesności i od tego momentu nie tylko zamieszkała na stałe w jego sercu, ale również kierowała jego krokami i czynami święta cnota Miłości, prowadząc go do najmniejszych, najuboższych, najbardziej potrzebujących, szczególnie właśnie do trędowatych. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała; i potem nie czekając długo, porzuciłem świat (T 3).

Widzimy na tym przykładzie wyraźnie, nie tylko świętą Miłość, która przyjęta ochoczym sercem, umysłem i wolą zawstydza wszystkie pokusy diabelskie i cielesne, ale dobrze widzimy również jej działanie przeciwko wszelkiej bojaźni cielesnej. W Napomnieniu 27 Franciszek dodaje do swego nauczania o świętej Miłości kolejny kwiat: Gdzie jest miłość i mądrość, tam nie ma ani bojaźni, ani niewiedzy (Np 27,1). Jest to wyraźne nawiązanie do nauczanie Umiłowanego Ucznia z jego pierwszego listu. Czytamy tam: W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości (1J 4,18).

Franciszek jest zdolny wychodzić naprzeciw obawom i lękom, przekraczać je i porzucać, ponieważ jest dogłębnie przekonany, że Pan w żadnej sytuacji go nie opuści. Czy to w sytuacji grzechu, czy to w sytuacji realnego bądź też jedynie przypuszczalnego zagrożenia życia. Nie będzie opuszczony. Doświadczenie spotkania z trędowatym pod murami Asyżu, jest nie tyle sprawdzianem tej miłości co jej lekcją. Lekcją, którą Franciszek zapamiętuje na całe życie. Nie jesteś sam! Aż chce się tu powtórzyć słowa, które z taką siłą zabrzmiały z ust Polaka – Następcy św. Piotra: Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie! – wołał Jan Paweł II u progu swego pontyfikatu.

I jakby dopełniając tej wypowiedzi kolejny z papieży Benedykt XVI z pełnym przekonaniem, z głębi swego długoletniego doświadczenia, z prostotą, na jaką stać tylko wielkie zakochane serca, przekonuje: Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. Tak też dzisiaj chciałbym z wielką mocą i przekonaniem, począwszy od doświadczenia swojego długiego życia, powiedzieć wam, droga młodzieży: nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko!

Doświadczenie wolności, które przeżywa Franciszek pod murami Asyżu, wolności od strachu, lęku, wolności ku świętej Miłości i Miłosierdziu prowadzić będzie go przez całe życie. W jego sercu nie ma już więcej miejsca na jakikolwiek lęk. Wypełnia je dogłębnie święta Miłość Boża i pragnienie jej rozdawania, dzielenia się nią z innymi. Całe jego zaangażowanie, zarówno to kontemplacyjne jak i apostolskie, ma u swoich fundamentów owo doświadczenie wszechogarniającej świętej Miłości.

(…) Przepełniony żarem miłości starał się osiągnąć chwalebne zwycięstwo świętych Męczenników, w których nie można było ani zagasić płomieni miłości ani osłabić męstwa. Dlatego i on sam rozpalony ową doskonałą miłością, „która precz wyrzuca strach”, pragnął ofiarować się Panu jako „żywa ofiara” przez płomień męczeństwa, by odwdzięczyć się umierającemu za nas Chrystusowi i aby innych pociągnąć do miłości Bożej – napisał jego biograf, św. Bonawentura z Bagnoregio (LegMj 9,5).

Spróbujmy przymierzyć nasze życie i nasze pragnienia do tych obserwowanych u św. Franciszka. Ile jest w nas lęku? Zarówno tych obaw przed porzuceniem, osamotnieniem, ale i tych przed cierpieniem fizycznym, przed chorobą, przed prześladowaniem, niezrozumieniem, wyśmianiem. Ile w nas jeszcze obaw i kompleksów, że sobie nie poradzimy, że nie będziemy wiedzieli, ani gdzie ani jak? Ile niepotrzebnych zabiegów, trosk i niekończących się dyskusji i przygotowań? A ile starań i próśb o świętą Miłość? Ile modlitwy o nią? Modlitwy zarówno tej głęboko zasłuchanej, siedzącej u stóp Mistrza, tej, która rodzi w sercach naszych głęboką wiarę, jak i tej autentycznie zatroskanej, krzątającej się, głoszącej, praktykowanej w swoim domu, i tej która z pośpiechem biegnie w góry do tych najbardziej potrzebujących?

O taką świętą Miłość trzeba nam prosić. Usilnie prosić tak, jak czynił to sam święty nasz Patriarcha. Na dwa lata przed swoją śmiercią, modląc się i poszcząc w ekstazie mistycznej na świętej górze Alwerni, z płaczem zanosił błaganie do swego Oblubieńca: Panie mój, Jezu Chryste, proszę Cię, udziel mi dwu łask, zanim umrę; pierwsza – bym w moim życiu odczuwał w duszy i ciele, jeśli to możliwe, taki ból, słodki Jezu, jaki znosiłeś w godzinie najcięższej męki; druga – by serce moje, jeśli to możliwe, płonęło tak wyjątkową miłością, jaką Ty, Synu Boży, pałałeś do nas, zgodziwszy się cierpieć dobrowolnie tak wielkie męki.

To modlitwa człowieka, który nie tylko wierzy, nie tylko wie, ale i każdego dnia na nowo doświadcza całym sobą prawdy, że (…) święta Miłość zawstydza wszystkie pokusy diabelskie i cielesne, i wszelką bojaźń cielesną.

Oby stała się ona i naszą modlitwą, a święta Miłość – naszą drogą. Amen.

O. Innocenty A. Kiełbasiewicz OFM

 


A K T U A L N O Ś C I

 

W dniu 17 sierpnia 2019 roku w naszej wspólnocie miejscowej przeżywaliśmy niezwykłą uroczystość, bowiem Siostra Eugenia obchodziła Jubileusz 100 – lecia urodzin. Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w intencji Jubilatki, króra została odprawiona w Domu Pomocy Społecznej, bowiem tam jest miejsce przebywania s. Eugenii. Zgromadziła się rodzina, przedstawiciele FZŚ, innych wspólnot, sąsiedzi i znajomi. Po mnóstwie życzeń, upominków na cześć Jubilatki była uroczysta kawa i ciasto. Życzymy naszej Siostrze błogosławieństwa Bożego, aby mogła w takiej pogodzie ducha, spokoju przeżywać dalsze swoje życie.

 


KALENDARZ LITURGICZNY

 

01.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy i doktora kościoła
02.10 – Wspomnienie obowiązkowe Świętych Aniołów Stróżów
03.10 – Nabożeństwo „Transitus” – pamiątka śmierci św. Franciszka
04.10 – UROCZYSTOŚĆ św. OJCA Franciszka z Asyżu , diakona, założyciela trzech zakonów
05.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Faustyny Kowalskiej, zakonnicy
07.10 – Wspomnienie obowiązkowe Najświętszej Maryi Panny Różańcowej
15.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła
16.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Jadwigi Śląskiej
17.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Ignacego Antiocheńskiego, biskupa i męczennika
18.10 – Święto św. Łukasza, Ewangelisty
21.10 – Wspomnienie obowiązkowe bł. Jakuba Strzemię, biskupa
22.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Jana Pawła II, papieża
23.10 – Wspomnienie obowiązkowe św. Jana Kapistrana, kapłana
27.10 – UROCZYSTOŚĆ POŚWIĘCENIA WŁASNEGO KOŚCIOŁA
28.10 – Święto świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza

 


WIADOMOŚCI DLA WSPÓLNOTY FZŚ

Intencja modlitwy obowiązująca wspólnotę w październiku 2019 roku:
O nowe powołania do FZŚ, błogosławieństwo Boże dla wspólnoty
miejscowej FZŚ oraz wspólnoty św. Piotra i Pawła – Toruń Podgórz


W czwartki o godz. 17.30 nabożeństwo ku czci św. Franciszka, poprzedzone modlitwą Różańcową

W piątki o godz. 17.30 – modlitwa Różańcowa lub nabożeństwo, po wieczornej Mszy św. – Nieszpory

17.10 – Spotkanie rady miejscowej wspólnoty FZŚ po Mszy św. wieczornej /poniedziałek/, ok. 18.30
27.10 – Spotkanie miesięczne w salce – godz.14.30, Msza św. – godz. 16.00,

 


TERCJARZ – MIESIĘCZNIK FRANCISZKAŃSKIEGO ZAKONU ŚWIECKICH W BRODNICY.
Redakcja: s. Bożenna Chełkowska; Materiały pomocnicze: Konferencje do formacji ciągłej na 2019 rok „W mocy Ducha Pańskiego”
Opieka merytoryczna: O. Sylwester Brzeziński OFM.
Adres: Klasztor Franciszkanów, ul. Sądowa 5a, 87 – 300 BRODNICA, tel. 56 498 25 07.
Adres strony: www.fzsbrodnica.franciszkanie.pl