Drogą franciszkańską… do światła jutrzenki Zmartwychwstania

o. Norbert M. Siwiński

Złociste promienie porannego słońca, delikatne ciepło jego dotknięcia – tym oto znakiem budził się wstający, nowy dzień Franciszka – kolejny w historii ubogiego życia, poświęconego w całym swym zakresie Jedynemu i Najwyższemu Panu. Spójrz – ten człowiek, który właśnie powstaje z wymoszczonego w sianie posłania, on to właśnie rozpoczyna następny etap przedziwnej wędrówki przez długą i jakże bogatą drogę swojej konsekracji – całkowitego zaufania Bożej miłości.

Życie franciszkańskie, oddane tylko na własność Ojca Niebieskiego, ułożyło się, w przypadku Biedaczyny i garstki jego braci na kształt szlachetnej perły, wschodzącego promienia, zwiastującego nowe horyzonty wiary dla Asyżu i dla całego Kościoła. W osobie Franciszka odbiło się naśladownictwo cnót Chrystusowych – owych rad ewangelicznych, które – jak każdy zakonnik – postanowił dochowywać i związać na stałe ze swą wędrówką ku Panu. Pełen pogody i wewnętrznej zadumy uśmiech, jaki codziennie malował się na jego twarzy, objawiający dobro i szlachetną wyrozumiałość, świadczył o tym, że droga przez siebie wybrana, choć tak często bolesna i trudna, była w rzeczywistości prawdziwym i pewnym szlakiem ku wyżynom niebieskim w Chrystusie.

Życie franciszkańskie to niezwykłe wędrowanie w świetle Zmartwychwstania. To ono, jak ognisty słup, prowadzący niegdyś opuszczających niewolę egipską Izraelitów, układało się w życiu pierwszych braci mniejszych na kształt niezawodnego przewodnika i wyraziciela dążeń przeciętnego człowieka ku doskonałości chrześcijańskiej. Dziś, w świecie świadomie odchodzącym od prostej, lecz wymagającej ścieżki umiłowania przykazań Pańskich, nie wolno nam zapomnieć o nieustającej i nieprzemijającej aktualności zadania, które podkreśla święty Ojciec – „…abyśmy zawsze poddani i położeni pod stopy świętego Kościoła, ugruntowani w wierze katolickiej, zachowywali ubóstwo i pokorę, i świętą Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa, jak to stanowczo przyrzekliśmy.”(z Reguły Zakonu Braci Mniejszych) Realizacja któregokolwiek z tych elementów pełni serafickiej aktywności w Kościele nie jest jednak możliwa bez świadomości faktu, że synowie świętego Franciszka służą Chrystusowi – jedynemu Panu i Zbawicielowi świata – temu, który pokonał śmierć i przez chwałę swego powstania z martwych zaprosił nas do wiecznego uczestnictwa w niewiędnącym bogactwie dóbr niebieskich.

Blask owego poranka, kiedy Jezus, łamiąc okowy śmierci, powstał z grobu i ukazał światu nowe perspektywy duchowej doskonałości, opromieniał przez wieki szereg szlachetnych i pobożnych inicjatyw, jakie z Bożego natchnienia podejmowali poszczególni chrześcijanie. Nie inaczej było w historii braci franciszkańskiej – sam bowiem ubogi Założyciel naszej rodziny zakonnej nigdy nie pozostawał obojętny wobec olbrzymiego długu wdzięczności i świętej wierności należnej Zmartwychwstałemu. Podkreśla to w ułożonym przez siebie Oficjum o Męce Pańskiej: „Niech cała ziemia zadrży przed Jego obliczem, powiedzcie wśród narodów, że Pan zakrólował z drzewa.” (z „Oficjum o Męce Pańskiej”; por. Ps 95), przytaczając jednocześnie, w innej części owej modlitwy, Słowa samego Odkupiciela: „Zasnąłem i powstałem i Ojciec mój najświętszy przyjął mnie z chwałą.” Pomny na to wszystko, co dla grzesznego człowieka wycierpiał Pokorny Baranek, znosząc w cichości swego Najświętszego Serca wszelkie obelgi, zniewagi i upokorzenia, Franciszek nawołuje do przyjęcia takiej właśnie postawy życiowej, pełnej wewnętrznego wyrzeczenia i umartwienia, przepojonego jednak nieopisaną radością, która swój początek bierze z oddania się na własność Ukrzyżowanemu. „My zaś bracia mniejsi, słudzy nieużyteczni, pokornie prosimy i błagamy, abyśmy wytrwali w prawdziwej wierze i pokucie, bo inaczej nikt nie może być zbawiony.” (z Reguły) Uniżenie i ogołocenie, połączone z pełnym ufności oddaniem się na służbę Pańską, wyraża się w każdym niemal piśmie Biedaczyny, którego życie stało się natchnieniem i bodźcem do większej gorliwości w wypełnianiu nakazów Jezusowych dla tysięcy wiernych w historii chrześcijaństwa. Sam Ojciec pisze o sobie w ostatnim liście do św. Matki Klary: „Ja, maluczki brat Franciszek, pragnę naśladować życie i ubóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki i wytrwać w nim aż do końca.” Ten właśnie styl przeżywania zakonnej konsekracji wycisnął piętno na szerokich rzeszach naśladowców franciszkańskiej wędrówki przez świat, owocując jakże pięknym i głębokim swym pokłosiem w kolejnych pokoleniach ludzi podążających ku Panu – posłusznemu woli Ojca, czystemu i ubogiemu.

Dojście do chwały Chrystusowego zmartwychwstania stanowi podstawowy cel podjęcia wysiłków, które prowadzą do duchowego ubogacenia i oczyszczenia, a co za tym idzie, do zjednoczenia z Duchem Pana. O takich ludziach, w pełnych zachwytu i uszanowania słowach, pisze Franciszek: „Wszyscy, którzy miłują Pana z całego serca, z całej duszy i umysłu, z całej mocy i miłują bliźnich swoich jak siebie samych, i przyjmują Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, i czynią godne owoce pokuty: O jakże szczęśliwi są oni i one, gdy takie rzeczy czynią i w nich trwają, bo spocznie na nich Duch Pański…” (z „Listu do wszystkich wiernych”) Jak najlepszy ojciec, a jednocześnie przewodnik i opiekun duchowy, podaje Franciszek dla swoich synów i córek we wszystkich rodzinach zakonnych pewne i sprawdzone reguły wzrastania w miłości ku Niebieskiemu Oblubieńcowi, a przez Niego ku drugiemu człowiekowi. Podążanie za Chrystusem odnoszącym tryumf nad śmiercią to – w zaleceniach Patriarchy ubogich – nic innego jak umiłowania Krzyża, na którym dokonało się zbawienie człowieka. Nie ma przecież zwycięstwa bez cierpienia, podobnie jak niemożliwym jest dojście do celu wędrówki przez życie bez poniesienia ofiary – w swej wielkości godnej przyszłej chwały niebiańskiego królowania. W tymże duchu wypowiada się też święta Matka Klara, zalecając swym córkom cierpliwość i wytrwałość w zobowiązaniach wobec Króla Ukrzyżowanego. „Jeśli będziesz z Nim cierpieć, będziesz z Nim królować, jeśli będziesz z Nim dzielić ból, będziesz dzielić radość, jeśli będziesz umierała z Nim na krzyżu męczeńskim, będziesz mieszkała z Nim w niebie, w chwale świętych a imię twoje zostanie zapisane w księdze życia i będziesz sławna wśród ludzi.” (z ” Listu św. Klary”) Tego typu wypowiedzi są, na drodze codziennych przeciwności, prawdziwym umocnieniem i pokrzepieniem dla każdego, kto utożsamia się z wyznaniem św. Pawła: „Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.” (Ga 2, 19b-20a) W Napomnieniach świętego Biedaczyny odnajdujemy prawdziwą wykładnię poszukiwania pełnej chluby i satysfakcji: „Lecz w tym możemy się chlubić: w słabościach naszych i w codziennym dźwiganiu świętego krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa.” Krzyż staje się chlubą pielgrzyma niestrudzenie podążającego, w duchu franciszkańskiej ascezy, ku doskonałości swego Zbawiciela. Jest on bowiem prawdziwym ołtarzem, na którym Jezus „błogosławiony i chwalebny ofiarował siebie samego przez własną krew jako ofiara i żertwa, nie za siebie, przez którego stało się wszystko, ale za nasze grzechy.” (z „Listu do wszystkich wiernych”) Na tenże ołtarz krzyża nie wolno więc patrzeć inaczej, jak tylko z niegasnącą wdzięcznością i wytrwałą miłością, oddając Panu całe swe życie i powierzając Mu swe pragnienie przyszłego zbawienia.

Owo pożądanie oglądania Zmartwychwstałego zadecydowało o niezwykłej determinacji w życiu świętego Ojca Franciszka, który porzuciwszy młodzieńcze życie, pełne wygody i umiłowania dóbr ziemskich, oddał się na wyłączną służbę Najwyższego, Wszechmogącego, Dobrego Pana. Jego wewnętrzna przemiana nie pozostała bez odpowiedzi w otoczeniu – zataczając szlachetne kręgi moralnej i duchowej odnowy – tak w kręgu asyskim, jak i ogólnokościelnym.

I my, naśladowcy wielkiego Herolda Najwyższego Króla, spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile i w jakim stopniu potrafimy realizować cel wyznaczony swym synom przez Świętego Ojca – by stawać się oblubieńcem Chrystusowym, którego „dusza wierna łączy się w Duchu Świętym z Panem naszym Jezusem Chrystusem.”