Św. Franciszek a chorzy bracia

Biedaczyna z Asyżu całym sercem kochał wszystkich swoich braci. Jednak szczególnym upodobaniem darzył braci chorych, którzy bardziej niż inni mogli potrzebować jego pomocy. Nie mógł Święty znieść obojętności okazywanej chorym. Zawsze z wielką miłością odnosił się do chorych i dlatego też dla nich robił specjalne wyjątki. Żaden brat nie mógł otrzymać pieniędzy z wyjątkiem „oczywistej potrzeby braci chorych”.

Sam będąc bardzo delikatnym dla cierpiących i chorych, Franciszek chciał, aby wszyscy jego bracia mieli taką samą delikatność. W regule napisał: „Gdy jakiś brat zachoruje, gdziekolwiek by był, niech go bracia nie opuszczają, nie wyznaczywszy jednego, lub jeśli potrzeba kilku braci, którzy będą go obsługiwać, jak sami by sobie tego życzyli”. Franciszek wszystko próbował oddawać chorym gdziekolwiek ich spotkał. Jego biograf, Tomasz z Celano, tak ujął posługę i oddanie chorym:

„Wielkie było jego współczucie dla chorych i wielka troska o ich potrzeby. Jeśli czasami dzięki pobożności świeckich osób otrzymywał jakiś lepszy pokarm, którego sam potrzebowałby bardziej od innych, oddawał go chorym. Na swym ciele odczuwał wszystkie dolegliwości chorych i gdy nie mógł w inny sposób przyjść im z pomocą, okazywał im słowa współczucia. Dochodziło do tego, że jadł w dni postu, byleby tylko chorzy nie wstydzili się jeść i nie krępował się prosić o jałmużnę w publicznych miejscach miasta i prosić o mięso dla chorego brata”.

Czyż taka postawa nie jest godna naśladowania? Czy nie o takiej postawie mówią karty Ewangelii, którą Franciszek tak bardzo umiłował? Nasz Święty chciał w swoim życiu przede wszystkim zachowywać to, co radził innym, dlatego też on pierwszy chciał być mniejszym i aby to łatwiej osiągnąć, ukrywał własne zalety uwidaczniając swe braki.

Dla Franciszka nie było człowieka, którym by gardził. Prowadził on do Boga wszystkich nie uczonymi słowami, ani surowością pokuty, lecz wyrozumieniem dla ludzkich słabości, pogodą, serdecznością i naturalną, świętą prostotą. Doskonale przedstawia to pewne wydarzenie z życia świętego:

„Do pewnej pustelni braci w Monte Casale nad Borgo San Sepolcro przychodzili czasami po chleb zbójcy, którzy ukrywali się w lasach i rabowali przechodniów. Jedni bracia mówili, że nie jest rzeczą dobrą dawanie im jałmużny, inni zaś z litości dawali upominając ich do czynienia pokuty. W międzyczasie do tego klasztoru przyszedł błogosławiony Franciszek. Zapytali go bracia, czy udzielenie im jałmużny byłoby czymś dobrym. Franciszek odpowiedział: „Jeżeli zrobicie im, tak jak wam powiem, ufam w Panu, że zdobędziecie ich dusze. Idźcie więc, weźcie dobrego chleba i dobrego wina, zanieście im do lasu, gdzie przebywają i wołając, mówcie: Bracia zbójcy, przyjdźcie do nas, bo braćmi jesteśmy i niesiemy wam dobry chleb i dobre wino. Ci przyjdą natychmiast, wy zaś rozłóżcie obrus na ziemi, połóżcie na nim chleb i wino i usługujcie im pokornie i radośnie aż zjedzą. Po posiłku zaś powiedzcie im Słowo Pańskie, a na końcu w imię miłości Bożej skierujcie do nich prośbę, by wam przyrzekli, że nie zabiją już nikogo i nikomu nie wyrządzą osobistej krzywdy”.

Od dzisiejszych chrześcijan wymaga się zdecydowanej postawy i ciągłego angażowania się wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi człowiek i jego prawa. Rodzi się jednak pewne niebezpieczeństwo, czy zbyt bliskie nam sprawy ludzkie nie wciągną nas tak daleko, że zapomnimy o pierwszym wezwaniu pochodzącym od Chrystusa i Jego Ewangelii. Wezwanie to czyni nas apostołami królestwa miłości, a nie przemocy. Franciszek pokazywał nam najlepiej, jak to może i powinno wyglądać. Nie dziwi więc fakt, że Franciszka uważa za przyjaciela cały świat.

o. Ireneusz