Pobożność

O św. Franciszku napisał jego biograf, Tomasz z Celano, że „nie tylko się modlił, ile sam stał się modlitwą”. Ale czy modlić się cały dzień i noc? I czy w ogóle jest taka potrzeba? Celanowi nie chodziło o to, że Ojciec Franciszek niczego innego nie robił, tylko się modlił. Mówiąc, że „Franciszek stał się modlitwą”, biograf chciał nam przekazać, że Patriarcha Ubogich całe swe życie, każdy jego wymiar, podporządkował Bogu. Bo sens pobożności jest właśnie taki: żyć po-Bożemu. My jednak zawężamy posługiwanie się tym słowem jedynie do modlitwy, która może być ewentualnie staranna albo niestaranna, byle jaka. Jesteśmy jednak czasami bardzo pogańscy. Dzielimy nasze życie na to, co święte – sacrum, na takie miejsca czy czasy, w których pewnych rzeczy robić nie wypada oraz na całą, zdecydowanie większą resztę naszego życia, gdzie można, a nawet trzeba „nie dać się oszukać”; „jakoś żyć”. A jeśli już mówimy o „pobożnym” na przykład pracowaniu, to wyobrażamy sobie od razu robornika albo urzędnika mruczących pacierze, ewentualnie przesuwających w dłoniach paciorki różańca. Tymczasem zaś w pobożnym pracowaniu czy przeżywaniu małżeństwa chodzi chyba o coś znacznie głębszego. O uznanie władztwa Boga nad całym naszym życiem, aby cel i metody jego osiągania, jak również sposób korzystania z owoców swego działania były poddane Bogu. Zastanówmy się: dlaczego kradzież albo małżeńskie kłótnie czy niesprawiedliwe karcenie dzieci są grzechami? Popatrzmy, że w swej najgłębszej istocie każdy grzech jest działaniem nie-po-Bożnym, sprzeciwiającym się Bożej wizji człowieka i świata. Pobożne pracowanie czy wychowywanie nie jest wcale równoznaczne ze sprowadzaniem tychże czynności do modlitwy, choć tej skądinąd nigdy dość i powinna być ona zawsze uprzednia w stosunku do każdego ludzkiego działania. Będzie natomiast chodziło o rozumienie swego życia jako rzeczywistości, która dzieje się przed obliczem Bożym. Pobożnie może żyć i działać tylko ktoś, dla kogo Bóg będzie Kimś bliskim i kochanym. To pewnie na tej samej zasadzie mąż i ojciec rodziny oświadczy, że trudzi się dla rodziny, a nie że tylko zarabia pieniądze czy też realizuje się zawodowo. Tak właśnie pobożność rozumie święty Franciszek. W modlitwie, będącej aktem czci Bożej, szuka wskazań dla swojego życia. Opowiada Celano, że „kiedy przybył ze swoimi towarzyszami do papieża Innocentego, by prosić go o zatwierdzenie jego reguły życia, papież uznał ideał, jaki sobie wyznaczył za przekraczający ludzkie możliwości. Będąc jednak mężem wielce roztropnym, powiedział Franciszkowi: ‚Módl się, mój synu, aby Chrystus ukazał nam, poprzez ciebie, swoją wolę, abyśmy poznawszy ją, mogli w sposób bardziej pewny przyzwolić na twoje pobożne pragnienia’. Święty posłuchał nakazu Najwyższego Pasterza i z całą swą ufnością uciekł się do Chrystusa. Modlił się żarliwie i napominał także towarzyszy, aby pobożnie błagali Boga”. Prośba Franciszka i jego współbraci została szybko wysłuchana. To właśnie wtedy Franciszek opowie papieżowi przypowieść o ubogiej i pięknej niewieście, żyjącej na pustyni. Zakochał się w niej król. Niewiasta ta zaprosiła swoje dorosłe dzieci, aby bez wstydu prisiły o to, co jest im potrzebne do życia, gdyż są wszyscy dziećmi wielkiego króla. Jak zanotował Celano, „Święty, przepełniony radością z powodu przypowieści, natychmiast opowiedział papieżowi uroczyste orędzie”, co zyskało mu papieską aprobatę dla nowego rodzaju życia.

Chyba w ogóle nie jest dobrze, jeżeli ludzkiemu życiu nie towarzyszy jakaś idea przewodnia, byleby tylko była ona zgodna z Bożym prawem. I źle jest wtedy, gdy człowiek żyje dla życia. W jednym ze swych opowiadań Sławomir Mrożek kreśli sylwetkę człowieka wchodzącego i schodzącego ze schodów. W pewnym momencie schody się kończą. Chwila namysłu, człowiek kładzie się na schodach i po chwili słychać znowu stukot kroków. Bardzo to celny obraz ludzkiego życia, które jest tylko i wyłącznie życiem dla siebie. Bo być pobożnym to „być dla”, to wyjść poza ciasny świat własnych ograniczeń i doraźnych celów. Ojciec Franciszek jest cały modlitwą, jest pobożny, bo żyje dla innych, bo leżą mu na sercu dole i niedole innych ludzi. Taka jest bowiem wymowa cudu z wilkiem z Gubbio. Ojciec Franciszek nie uważa, aby dramat mieszkańców był ich wyłączną sprawą albo kwestią odpowiednich służb. Uważa, że sytuacja ta dotyczy również i jego. Podobnie będzie w przypadku konfliktu syndyka z biskupem czy całego dramatu wojen krzyżowych.

Przy okazji otrzymujemy niejako cezurę umożliwiającą sprawdzenie, czy mamy do czynienia z autentyczną pobożnością, czy też z jej nieudolną imitacją, znakomicie wykpioną w bajce Księcia Biskupa Warmińskiego, Ignacego Krasińskiego, o kobiecie spieszącej co rano na nabożeństwo, by następnie raczyć się w domu filiżanką ciepłego napoju. Gdy jednak służąca nie zdąży go przyrządzić, wówczas ta sama pobożnisia „bije bez litości”. Trudno nie zgodzić się z zawołaniem biskupa i poety: ” O strzeż nas Panie Boże od takiej pobożności!”. Otóż prawdziwa wiara i pobożność przkłada się na styl życia. Naturalną przestrzenią dla pobożności jest nie kościół, ale ulica, warsztat pracy, dom, firma, biuro. Znamienne jest to, że Biblia zasadniczo nie zna pojęcia pobożności, rezerwując dla tej postawy słowo: „sprawiedliwość”. To ważna wskazówka! Uczy Nieśmiertelna Księga, że jedynie w Bogu i z Bogiem człowiek może w ogóle godziwie, „sprawiedliwie” funkcjonować. O taką pobożność warto zawsze Boga prosić.

Waldemar Polczyk OFM
Tekst: „GŁOS ŚW. FRANCISZKA”
Nr 2/2005