Radny do spraw formacji w drodze do świętości

WSTĘP

Celem życia zakonnego jest naśladowanie Chrystusa i zjednoczenie się z Bogiem. Celu tego nie osiąga się szybko. Zanim dojdzie do całkowitego zjednoczenia całego człowieka z Bogiem, trzeba wpierw przejść drogę ascezy: trzeba uwalniać się od przeszkód, które mogłyby odwieść od żarliwej miłości i oddania się Bogu. Musi się zatem porzucić swoje grzechy przez rzetelną pokutę, oddalić najbliższe okazje do grzechu, wykorzeniać złe nawyki, poskromić namiętności, uporządkować rozum i wolę, umartwić ciało i zmysły oraz przezwyciężyć pokusy. Dopiero potem można przejść na inne drogi, prowadzące do doskonałości.
Kto by chciał zjednoczyć się z Bogiem z pominięciem drogi ascezy, ten nie mógłby dłużej utrzymać się w tym zjednoczeniu, ponieważ jego nieposkromione namiętności ściągną go w dół w grzech. Idzie się krok za krokiem, zaczyna od tego, co łatwiejsze, tj. od oczyszczenia, od ascezy.
Uchwały soborowe nie zwalniają od ascezy. Wprost przeciwnie: nawołując do niej, pouczają, że „odnowa życia zakonnego obejmuje ustawiczne powracanie do źródeł wszelkiego życia chrześcijańskiego i do pierwotnego ducha ożywiającego instytuty”. „Normą życia zakonnego jest naśladowanie Chrystusa ukazane w Ewangelii, przeto wszystkie instytuty powinny tę normę uważać za swoją najwyższą regułę”. Nie ulega zaś wątpliwości, że pierwotny duch zakonów był przepojony ascetyzmem; za Chrystusem ukazanym w Ewangelii wzywał do ascezy (Por. Mt 11, 19,21; Lk 9,23, 14,35; 1 Kor 9,24; Ef 3,12; Kol 2,20; 1 Tym 6,12; 2 Tym 2,4; Jk 1,12).

OCZYSZCZENIE Z GRZECHU

Na pierwszym miejscu jest oczyszczenie z grzechów. Z nauki wiary wiemy, że Bóg w swojej nieskończonej dobroci stworzył człowieka z niczego, że wyposażył go we wszystkie dary i doskonałości, i nawet udzielił łaski uświęcającej, niewinności i cnót własnych teologicznych oraz moralnych. Adam i Ewa przekroczyli jednak Boskie przykazanie i w ten sposób utracili łaskę uświęcającą i pierwotną niewinność: stali się winnymi wiecznego potępienia, a ich dusza otrzymała cztery rany: zaciemnienie umysłu, złość woli, pożądliwość zmysłowości i słabość. Pod względem cielesnym podlegli konieczności śmierci i samej śmierci, chorobom, cierpieniom i innym nieszczęściom. Od tego czasu rozum nasz jest przyćmiony i skłonny do błędu, nasza wola skłonna do wszystkich grzechów, ciało zbuntowane przeciw duchowi (bo zmysłowość zabiera głos przed rozumem) powstaje także przecim naszej woli i usiłuje ją zwabić do zmysłowości. Staliśmy się słabi i nędzni. Dochodzi do tego, że człowiek jest tak leniwy, ociężały i niechętny do dobra, jeśli mu ono przychodzi z trudem, iż łatwo się ku złemu skłania, a nawet często wbrew rozumowi stacza się do stanu zwierzęcia. Jednak nieskończenie dobry Bóg dał ludziom swego Jednorodzonego Syna, aby ich odkupił i wraz ze swą łaską udostępnił im wieczne szczęście.
Mimo to, my, potomkowie Adama znów zgrzeszyliśmy z własnej woli, przekroczyliśmy przykazania Boże, kościelne oraz zakonne, umiłowaliśmy siebie i stworzenia bardziej niż Boga. Jeśli świat, szatan albo ciało ukazały naszym zmysłom niedozwolony przedmiot, to nasza wyobraźnia go odtwarzała, a nasza namiętność nim się rozkoszowała, rozum się nim zajmował, pamięć go utrwalała, wola upodobała go sobie i popełniła grzeszny czyn. W ten sposób świadomie i dobrowolnie porzuciliśmy Boga, dobro niestworzone, odwróciliśmy się od Niego i zwróciliśmy się do stworzeń grzesząc i obrażając Go, najwyższe dobro, chociaż posiadaliśmy środki wystarczające do uniknięcia grzechu.
Istnieje dwojaki grzech: śmiertelny i powszedni. Grzech śmiertelny odwraca nas zupełnie od najwyższego dobra i od ostatecznego celu, pozbawia nas wiecznej szczęśliwości, ściąga na nas wieczną karę, krzyżuje Chrystusa, ściąga na nas nienawiść Boga, uśmierca wszystkie nasze zasługi i żadnemu z naszych uczynków nie pozwala stać się zasługującym. Grzech powszedni jest też znieważeniem Boga, zmniejsza Jego miłość do człowieka, ściąga doczesną karę, przysposabia do grzechu śmiertelnego, osłabia duszę i gasi żar miłości.
Dusza musi się z tych grzechów oczyścić, czyli umrzeć grzechowi. W tym celu musi ona grzech dokładnie poznać, z poczuciem winy go wyznać, dać wystarczające zadośćuczynienie i rzetelnie poprawić się.
Dlatego człowiek musi najpierw pokornie i serdecznie błagać Boga o oświecenie i łaskę Ducha Świętego, dzięki któremu mógłby w świetle wiary poznać wszystkie swoje grzechy, ich ciężkość, złość i liczbę. Powinien on badać swoje sumienie od owej chwili, od której był w stanie grzechu aż do obecnej chwili; powinien badać swoje czyny i zaniedbania, przez które zawinił wobec Boga, wobec bliźnich i wobec samego siebie. Potem musi się przejąć bojaźnią Bożą wobec Boskiej Sprawiedliwości, ufnością w Boskie miłosierdzie, wstrętem i dziecięcym bólem z powodu własnych grzechów. Musi powziąć mocne postanowienie pozbycia się ich, wyspowiadania się z nich i wynagrodzenia za nie. Następnie grzesznik musi swoje winy wyznać pokornie, jasno, krótko i żałośnie spowiednikowi w sakramentalnej spowiedzi i za nie zadośćuczynić zarówno przez sakramentalną pokutę, jak też przez zyskiwanie odpustów, spełnianie własnych czynów pokutnych – takich jak modlitwa, post, jałmużna i im podobne. Wreszcie musi on rzetelnie i skutecznie poprawić swojeżycie i starać się unikać ponownych upadków w grzechy. Osiągnie to przez częste ponawianie żalu postanowienia poprawy, przez unikanie okazji i niebezpieczeństwa grzechu, przez codzienny rachunek sumienia, przez częstą spowiedź i Komunię św. i przez nieustanną, pokorną modlitwę.

WYKORZYSTANIE PRZYWAR I NAŁOGÓW

Ponieważ przez powtarzanie grzesznych czynów wytworzyliśmy w sobie złe przyzwyczajenia, które nas pobudzją i skłaniają do grzechu (przyzwyczajenie jest drugą naturą), dlatego trzeba pracować nad całkowitym usunięciem złych i grzesznych nałogów. Służą temu następujące środki:
Musimy obudzić w sobie akty tych cnót, które są przeciwne występkom i grzechom, a które stały się naszymi nałogami. A jak złe przyzwyczajenia powstały nie przez pojedyncze czyny, ale przez liczne grzeszne akty, tak nie możemy się ich pozbyć przez pojedynczy, lecz przez liczniejsze akty cnót przeciwnych. Ile razy więc zdarzy się sposobność spełniać akt przeciwnej cnoty albo zwalczyć występek, powinniśmy chwytać się jej obiema rękami i wprowadzać ją w czyn.
Oprócz tego powinniśmy odprawiać szczegółowy rachunek sumienia: jak często budziliśmy podobne akty cnót w ciągu dnia albo jak często pragniemy je obudzić.
Również powinniśmy już rano przewidzieć okoliczności, które prawdopodobnie nadarzą się w ciągu dnia i postanowić zwalczać w tych okolicznościach zakorzenione występki i spełniać za każdym razem akty przeciwnej cnoty.
Musimy ciągle prosić wszechmogącego Boga, aby nam dał swoją Boską łaskę, pomagał nam i wzmacniał naszą wolę w wykorzenianiu nałogu i zdobywaniu cnót, bo bez łaski Bożej nic nie możemy, a z nią wszystko „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).
Trzeba też mieć cierpliwość z samym sobą, jeśli przydarzy się upadek w dawne grzechy. Albowiem jak złe nawyki nabywaliśmy nie jednorazowo, ale z wolna wielokrotnymi czynami, tak również nie możemy się ich pozbyć jednorazowo, lecz powoli.
Ponieważ przyzwyczajenie, zwłaszcza w złym, jest drugą naturą, musimy gwałt zadawać naszej naturze i siłą odrywać od zła, albowiem „Królestwo niebieskie gwałt cierpi i tylko gwałtownicy porywają je” (Mt 11,12). Stanie się to łatwe dzięki łasce Bożej i naszej starannej współpracy z nią.

OPANOWANIE NAMIĘTNOŚCI

Pierwotna niewinność trzymała na wodzy buntownicze porywy ciała przeciw duchowi tak, że rozum i wola człowieka były całkowicie posłuszne Bogu, a zmysłowa pożądliwość była w zupełności poddana rozumowi i woli. Jednak przez grzech pierworodny niewinność przepadła i powstał w nas bunt ciała przeciw duchowi. Niższa część rozdwojonej natury ludzkiej domaga się tylko tego, co jest rozkoszą dla ciała i przynosi mu korzyść, chce iść tylko za własnym zdaniem i tylko własną wolę czynić – jej akt jest tylko samolubstwem. Wyższa część dąży jednak do dobra moralnego, pragnie zachować przykazania Boże i kościelne, wyrzeka się przyjemności, uznania i bogactw, kocha Boga, a siebie nienawidzi, idzie za zdaniem i wolą innych. Między tymi dwiema częściami natury ludzkiej toczy się ciągła walka namiętności aż do śmierci człowieka i zawsze zwycięża albo jedna, albo druga strona. Dlatego aż do śmierci trzeba walczyć przeciw namiętnościom i je opanowywać. Trzeba zachować umiar w miłości, aby nie miłować przyjemności tego świata, lecz cnotę, a przede wszystkim Boga jako najwyższe dobro, a wszystko inne ze względu na Boga. Trzeba opanowywać nienawiść, aby kierowała się ona tylko ku grzechowi, który wyłącznie zasługuje na nienawiść. Natomiast nie wolno nienawidzić wrogów cierpienia i krzyża. Trzeba zachować umiar w trosce o ciało, abyśmy dbali o nie, o życie w odniesieniu do szczęścia wiecznego, abyśmy przede wszystkim pragnęli oglądać Boga, posiadać Go i na zawsze Nim się rozkoszować w niebieskiej ojczyźnie. Trzeba zachować umiar w radości, abyśmy się cieszyli najpierw z najwyższego dobra, z Boga, że On jest tym, kim jest, z Jego nieskończonych doskonałości, z Jego cudownych dzieł i z Jego wspaniałości; następnie powinniśmy cieszyć się z naszego dobra i z dobra naszych bliźnich. Trzeba zachować umiar w ucieczce, abyśmy uciekali przed grzechem, okazją do grzechu, złym środowiskiem, złymi rozmowami, ale nie przed krzyżem, prześladowaniami, cierpieniami itp. Musimy zachować umiar w smutku, abyśmy się smucili z grzechów swoich i cudzych, ponieważ są znieważaniem Boga, ale mamy to czynić po dziecięcemu, pokornie i z ufnością. Trzeba zachować umiar w nadziei, aby nie odnosiła się ona do dóbr doczesnych, czczych, przemijających, ale do Boskiej pomocy łaski, do odpuszczenia grzechów, do zdobycia chrześcijańskiej doskonałości i osiągnięcia wiecznej chwały. Trzeba przyhamować odwagę, aby człowiek nie ważył się na sprawy ciężkie i niebezpieczne, które przerastają jego siły. Jeśli jednak rozpozna wolę Bożą, powinien zabierać się odważnie do trudnych dzieł, szlachetnie przeciwstawiać się cierpieniom, przeszkadzać grzechom, a złych sprawiedliwie karać. Trzeba poskramiać zwątpienia, aby człowiek nie zwątpił w łaskę Bożą, w wieczne zbawienie i w środki konieczne do zbawienia, ale tym więcej ufać obietnicom Bożym i Jego wszechmocy. Trzeba okiełznać bojaźń, abyśmy się lękali Boga, który może zatracić ciało i duszę do piekła, abyśmy się obawiali grzechu i obrazy Boga, ale nie przykrości tego świata.
Trzeba hamować gniew, aby w swoich wybuchach nie posuwać się za daleko w szukaniu zemsty albo w wymierzaniu niesłusznych kar.
Ponadto należy zauważyć, że musimy zwyciężać i umartwiać nie tylko gwałtowne, ale również najmniejsze złe namiętności, bo również najmniejsza nieujarzmiona namiętność powstrzymuje nas od doskonałości i może wyrządzić duszy bardzo ciężkie duchowe szkody. To, że niewielu dochodzi do doskonałości, pochodzi stąd, iż mało pracują nad przezwyciężeniem małych grzechów, niedoskonałości i namiętności, skoro już przezwyciężyli mniejsze.
Aby zwycięsko pokonać namiętności, trzeba stłumić ich poruszenia i ćwiczyć się w cnotach im przeciwnych. Bez posiadania cnoty nie można wykorzenić nałogu.

UPORZĄDKOWANIE ROZUMU

Trzeba doprowadzić do porządku rozum – najpierw przez pokorną modlitwę do Boga. Ponieważ przez grzech pierworodny powstała w naszym rozumie niewiedza i ciekawość, musimy prosić Boga, aby zechciał oświecić i kierować naszym rozumem przez swoje nadprzyrodzone światło wiary, umiejętności, roztropności, rady i mądrości. Następnie musimy strzec nasz rozum od nieznajomości rzeczy koniecznych i pożytecznych. A to się dzieje wtedy, gdy uczymy się tego, w co trzeba wierzyć i jeśli postępujemy zgodnie z roztropnością, a mianowicie, za zdaniem innych ludzi: uczonych, roztropnych i pobożnych. Podobnie należy strzec rozum od ciekawości. Dlatego trzeba chcieć znać to tylko, co jest potrzebne do osiągnięcia zbawienia i zdobycia cnót i czego Bóg od nas żąda. Nawet w dążeniu do poznania niebieskich spraw należy być bardzo pokornym i nie pragnąć nic więcej jak tylko Jezusa Ukrzyżowanego i tego, czego od nas żąda. Od znajomości innych rzeczy należy się wstrzymywać. Aby zaś rozum mógł wydać właściwy sąd o dobroci lub złości jakiejś czynności, zanim jeszcze polubi ją lub odrzuci, należy bez żadnego uprzedzenia upewnić się, czy ona odpowiada lub nie woli Bożej, wskazaniom roztropności i wiary. Jeśli bowiem wola jakąś rzecz polubi lub odrzuci, zanim rozum oceni jej wartość moralną, to nie ma on jeszcze jasnego rozeznania, ponieważ został zaślepiony i zaciemniony przez zmysłowość.
Trzeba uporządkować pamięć, odpędzając najpierw wszelkie niepożyteczne myśli. Bardzo często bowiem spędza człowiek bezpożytecznie dużo czasu na różnych myślach, zamiast wykorzystać go na dobre czyny. Trzeba więc uszlachetnić pamięć, myśląc zawsze o czymś dobrym, np. nawiązując do ostatniego rozmyślania, przypominając sobie swoje postanowienia albo wzbudzając akty strzeliste, albo zajmując się rzeczami, które odnoszą się do Boga i naszego zbawienia, albo służą zbawieniu bliźnich itp. Przede wszystkim należy zaprowadzić porządek w pamięci, myśląc zawsze o Bogu.
Trzeba uporządkować wolę, aby ona miłowała już nie siebie, ale Boga. Nasza wola została przez grzech pierworodny tak uszkodzona, że we wszystkim szuka tylko siebie i swojej korzyści, swojej wielkości, swego zadowolenia – żeby mianowicie to się działo, czego ona chce. Ta miłość własna musi być bezwzględnie oddalona, bo nie zostaliśmy stworzeni dla siebie, dla własnej korzyści, ale dla Boga i dlatego wszystko musi się odnosić do Boga, wszystko musi się dziać ze względu na Niego, spełniać się winna Jego wola i Jego chwała. On tylko ma być uczczony, uwielbiony, umiłowany i wysławiany. A jeśli Boga miłujemy i spełniamy Jego wolę, i mamy na oku Jego chwałę, to wtedy we właściwy sposób miłujemy w Bogu również siebie samych, ponieważ przez to wysługujemy sobie wieczną chwałę w niebie i chrześcijańską doskonałość w tym życiu, jako że doskonałość polega na poznaniu i umiłowaniu Boga. Następnie musi się wolę ujarzmić w jej dążeniu do doczesnej wielkości. To dążenie musi być zdławione przez pokorę, ponieważ sami z siebie jesteśmy niczym i nic nie potrafimy uczynić ani wysłużyć sobie, lecz jesteśmy grzesznikami i zasługujemy na poniżenie, zawstydzenie i karę. Wszelka cześć przysługuje jedynie Bogu, od którego pochodzi wszelkie dobro. Następnie należy okiełznać naszą wolę w jej pożądaniu zadowolenia i wygód. Bo nie jest stosowne, abyśmy w tym życiu opływali w zadowolenia, skoro obraziliśmy Boga przez nasze grzechy i niedozwolone przyjemności. Musimy również uporządkować nasze pragnienia dóbr doczesnych, ponieważ zostały nam udzielone tylko po to, abyśmy przez ich dobre i godziwe używanie zdobywali dobra wieczne. Poza tym dobra doczesne nie pomagają nam, ale szkodzą. Dlatego powinniśmy być zadowoleni, jeśli Bóg daje nam dużo lub mało i nie więcej pragnąć albo zdobyć, jak tylko tyle, ile Bóg chce. Jeśli Bóg daje nam mało, to jest to znakiem, że Bóg chce nas uczynić szczęśliwymi przez ub€stwo i braki, jeśli daje nam wiele, musimy posłużyć się tym do dobrych celów, udzielania jałmużny, ozdabiania kościoła, wspomagania biednych. W przeciwnym razie dobra te nie wyjdą nam na zbawienie wieczne, ale oskarżą nas przed Bogiem za inne lub złe używanie.

UMARTWIENIE CIAŁA I ZMYSŁÓW

Ponieważ nasze ciało buntuje się przeciw duchowi i wabi go do grzeechu, dlatego musi być umartwione. Dzieje się to przede wszystkim przez wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu, korzystając z niego tylko tyle, ile potrzeba do utrzymania życia, do spełniania koniecznych czynności i do do wykonywania dobrych uczynków. Wszystko inne jest zbyteczne i powoduje dolegliwości ciała, ociężałość, lenistwo i opór ciała wobec ducha, jak to wykazuje codzienne doświadczenie. Następnie należy zachować umiar w spaniu tak, aby z jednej strony nie odmawiać ciału koniecznego snu, bo w przeciwnym razioe uległoby ono osłabieniu i nie mogłoby wypełniać swoich obowiązków, z drugiej strony nie zezwalać wiele na sen, bo jego nadmiar jest przyczyną ociężałości i duchowej tępoty, pobudza do zmysłowości i jest okazją do pokus, a poza tym jest stratą czasu. Także w ubiorze trzeba zachować umiar, bo przez nadmierny i strojny ubiór człowiek urasta w pychę, przez zbyt delikatny ubiór naraża ciało na pokusy. Wspomnieć tu trzeba o rozsądnych postach, które jako umartwienie mają dawać zadośćuczynienie za nasze grzechy i występki, są naśladowaniem Chrystusa i świętych, wyjednują od Boga łaską i Jego pomoc w walce z pokusami.
Trzeba umartwiać wyobraźnię, aby nie mogła ona przedstawiać nam złych i nieobyczajnych przedmiotów, przez które to wyobrażenia wola mogłaby być nakłoniona do grzechu lub narażona na grzech.
Trzeba umartwiać swoje zmysły, aby oczy nie spoglądały na żadne niebezpieczne, zbędne przedmioty, ale tylko na przedmioty dobre, które naprowadzają na pobożność, na miłość Boga. Trzeba umartwiać zmysł słuchu, aby uszy nie przysłuchiwały się żadnym gorszącym, kłamliwym, nieprzyzwoitym rozmowom (grubiańskie dowcipy), które zapełniają rozum i pamięć próżnymi i niebezpiecznymi wyobrażeniami, budzą nieostrożne pożądania. Trzeba umartwić smak, aby nie przekroczył on właściwej miary i nie szukał wykwintnych potraw. Trzeba umartwić zmysł dotyku, aby nie potrzebnie nie dotykał własnego, a tym bardziej cudzego ciała. Trzeba umartwić język przed złymi, próbnymi, uwłaczającymi, oszczerczymi i gorszącymi słowami.
Krótko mówiąc – wszystkie zmysły i moce naszego ciała musza być tak umartwione, aby służyły naszemu ostatecznemu celowi, a mianowicie zdobyciu wiecznego życia i aby ich działalność w dobrym celu i z dobrych pobudek zmierzała ku chwale Boga, naszemu własnemu zbawieniu i zbawieniu naszych bliźnich.

ZWYCIĘŻANIE POKUS

„Bojowaniem jest życie na ziemi” (Hi 7,1) według świadectwa sprawiedliwego Hioba i doświadczenia każdego pojedynczego człowieka. Dlatego chcąc nie chcąc musimy od początku swego moralnego życia (tj. od chwili używania rozumu i wolnej woli) aż do śmierci walczyć przeciw trzem głównym wrogom: światu, ciału i szatanowi. Ci bowiem wrogowie nigdy nie przestaną nas atakować i nigdy nie pozostawią nas w spokoju, choćby nawet tysiąckrotnie już zostali pokonani. Albowiem szatan krąży jak lew i szuka, kogo mógłby swymi pokusami przywieźć do grzechu i nas zgubić. Nasze ciało jest wrogiem domowym, który zawsze buntuje się przeciw duchowi i pomimo codziennego umartwienia zawsze pozostaje ciałem i nie pozwala zmienić swej natury. Świat, czyli ludzie również będą nas zawsze zwalczać. Będą nas albo nienawidzić za naszą pobożność, ponieważ jesteśmy wtedy dla nich wyrzutem sumienia, albo pochlebstwami lub groźbami zechcą nas nakłonić do grzechu. Dlatego również od świata nie możemy się spodziewać żadnego spokoju.
Dlatego postanówmy wielkodusznie aż do śmierci walczyć przeciw tym trzem głównym wrogom, a to z następujących powodów: bo walczyć musimy, jak długo żyjemy, jeśli nawet nie chcemy, bo z chwilą zaprzestania walki zostaniemy zaraz pokonani; bo następnie nie mamy co oczekiwać spokoju od naszych wrogów, jeśli nawet my sami chcielibyśmy tego, i bez narażenia na utratę własnego zbawienia nie możemy pragnąć żadnego podobnego spokoju bo wreszcie Bóg chce, abyśmy walczyli, a On sam da nam do tego siłę, o której nie wolno nam wątpić.
Co dotyczy pokus, jakie nawiedzają wszystkich dążących drogą ascezy, to są następujące:

1. Nadgorliwość w pokucie, którą trzeba opanować, pamiętając z jednej strony, że nikt bez duchowego przewodnika nie może iść bezpiecznie drogą pokuty, z drugiej strony zawierzając całkowicie woli Bożej i swoim przełożonym.

2. Uleganie skrupułom, które ujawniają się przy spowiedzi, kiedy to mniema się, jakoby nie wyznało się wszystkich grzechów albo bez należytego żalu. Tę pokusę trzeba przezwyciężyć zarówno przez pokorne zwrócenie się do Boga, przez modlitwę i ufność w dobroć Boga, przez ślepe poddanie się wyrokowi spowiednika, jak przez to, że człowiek jest pokorny w swoich własnych oczach. Nie liczy na samego siebie, na swoje zdanie, ponieważ nie wszystkie pomysły człowieka są natchnieniami Ducha Świętego, ale przeważnie podszeptem miłości własnej i samowoli.

3. Wspomnienie przeszłych grzechów, przeszłych grzesznych radości, które trzeba przezwyciężać częściowo przez natychmiastowe odpędzanie takich myśli, częściowo przez stałe zajęcia i unikanie bezczynności, częściowo przez ufną modlitwę do Boga.

4. Wreszcie trzeba przezwyciężać lęk przed trudnościami towarzyszącymi zdobywaniu doskonałości, a to przez przekonanie, że rozkosze są krótkie, a cierpienia małe, kara wieczna, a szczęśliwość nieskończona, że wielu wezwanych, a mało wybranych. Wszyscy zaś zostaną wynagrodzeni, a „wszystko marność nad marnościami i tylko marność, oprócz kochania Boga i służenia Jemu samemu” (O naśladowaniu Chrystusa 1,1).

ZACHOWYWANIE PRZYKAZAŃ BOŻYCH, KOŚCIELNYCH I ZAKONNYCH

Każdy, kto dąży do chrześcijańskiej doskonałości, musi nie tylko znienawidzić i porzucić grzechy oraz z nich się poprawić, ale musi zdecydować się na przestrzeganie przykazań Bożych, kościelnych i zakonnych, bo bez tego nie można nigdy zdobyć chrześcijańskiej doskonałości, której podstawą jest właśnie to przestrzeganie, jak to mówi Chrystus Pan: „Jeśli chcesz wejść dożywota, zachowaj przykazania” (Mt 19,17); „Jeśli mnie miłujesz, zachowaj przykazania moje” (J 14,15); „Kto by Kościoła nie usłuchał, niech będzie jako poganin i celnik” (Mt 18,17). Trzeba więc powziąć mocne postanowienie i raczej umrzeć, aniżeli przekroczyć choćby najmniejsze Boże lub kościelne przykazanie, które obowiązuje pod grzechem, bo nawet lekko grzeszne przekroczenia są większym nieszczęściem aniżeli śmierć. Trzeba jednak zachować przykazania nie tylko co do ich przedmiotu, ale także w dobrej intencji, aby wypełnić wolę Bożą z miłości ku Niemu, z tej miłości, która wszystko czyni lekkim.

ZAKOŃCZENIE

Cel i wyniki ascezy polegają przede wszystkim na następujących trzech rzeczach:

1. Powstrzymanie się od grzechów tak, aby ich nie popełniać więcej z całą świadomością, ale starannie unikać wszystkich okazji do grzechu, często żałować za przeszłe grzechy, starać się dawać zadośćuczynienie za nie, sprawiedliwości Bożej przez uczynki pokutne i uczynić mocne, skuteczne postanowienie unikania ich na przyszłość.

2. Nabyć zdolność i łatwość opanowania namiętności i pożądańzaraz przy ich budzeniu się i przeciwstawiać się nadchodzącym pokusom.

3. Dochować wierności Bogu we wszystkich czynnościach i okolicznościach tak, aby nie ważyć się uczynić ani potajemnie, ani jawnie czegokolwiek, co by wykroczyło przeciw Bogu albo rozumowi, albo nakazom Kościoła i przełożonych zakonnych, albo przeciw sobie samemu, albo przeciw bliźniemu.

o. Marian Jarząbek OFM Conv